- Arienne?!
Pierwszy do kuchni wpadł Ashton. Widząc mnie siedzącą na ziemi, trzymającą się za usta, z mokrymi oczami, stanął jak wryty. Obok niego pojawił się Michael i to on zareagował.
- Co jest? - znalazł się obok mnie i wziął w objęcia.
Pokręciłam jedynie głową. Tuż po tym do kuchni wbiegł Luke. Oby dwaj z Ashton'em patrzyli na mnie niezrozumiałym wzrokiem. Odsunęłam się od Michael'a i podałam mu kartkę. Przeczytał wiadomość i spojrzał na mnie. Za nim stanęła pozostała dwójka chłopaków i również przeczytali tekst.
-Jaki prezent? - kolorowowłosy zmarszczył brwi.
- Okno - wychrypiałam ledwo słyszalnie.
Jak na zawołanie cała trójka podążyła głowami na ulicę.
- Kurwa - wyszeptał Luke.
Ashton odwrócił się tyłem i oparł o blat. Spuścił głowę i jeszcze raz przeczytał wiadomość. Bałam się wstać. Wiedziałam, że jeśli wstanę, mimowolnie wyjrzę za okno. A nie mogłam tego zrobić. Już teraz było mi niedobrze. Przygryzłam dolną wargę i czekałam na reakcję ze strony chłopaków.
- Zejdę na dół - Luke ruszył w stronę drzwi, a za nim Michael.
- Zobaczymy jak sytuacja - mruknął.
Pokiwałam pusto głową, dopiero po chwili uświadamiając sobie co powiedział. Oh, kobieto, ogarnij się. Podniosłam się z ziemi i chwyciłam butelkę wody. Upiłam parę łyków i podałam ją Ashton'owi. Spojrzał na mnie zdziwionym wzorkiem.
- Chciałeś wodę.
Oczywiście, że wiedziałam że chcieli się mnie pozbyć. Ale mimo wszystko, chciał wodę? Chciał.
- Dzięki - przejął butelkę z uśmiechem.
Chwila, kojarzę skądś ten głos.
- Widzieliśmy się już kiedyś? - spytałam go.
Odsunął wodę od ust.
- No, proszę, Luke stwierdził, że uwielbiasz tylko jego, a w ostateczności zapamiętasz jeszcze głos Mike'a. Tu niespodzianka.
Zmarszczyłam brwi, zirytowana jego osobą. Oj tak, działa mi na nerwy.
- Wybacz, ale zdecydowanie nie gustuję w... - machnęłam rękami na jego osobę. Zmroził mnie wzrokiem. Zapewne czułabym satysfakcję, gdyby za oknem nie leżała martwa kobieta. Jak na zawołanie, wyjrzałam za okno. Cholera... zacisnęłam zęby i pobiegłam do łazienki. Kucnęłam nad sedesem i powstrzymałam odruch wymiotny. Jednak nie na długo. Po chwili zwracałam całe zjedzone śniadanie. Włosy, które wpadły mi do oczu zostały zabrane przez czyjeś dłonie. Ashton. Nie chciałam żeby patrzył na mnie w takiej sytuacji, jednak on nie zwracał uwagi na to, iż machałam mu, że ma odejść. Kucał dzielnie obok mnie, trzymając moje włosy.
W końcu odetchnęłam z ulgą i spuściłam wodę. Chłopak pomógł mi wstać. Jęknęłam cicho, kiedy poczułam ból w żebrach. Ashton natychmiast złapał mnie za boki.
- Jest okej - warknęłam w jego stronę.
Błądził po mojej twarzy zdezorientowanym wzrokiem, lecz ja tylko machnęłam ręką.
- O co Ci chodzi? - brzmiał na urażonego.
Przypomniałam sobie, skąd kojarzyłam jego głos.
- To ty wtedy odebrałeś telefon, kiedy dzwoniłam do Luke'a - zignorowałam jego pytanie.
- Ta - odparł, patrząc jak płuczę usta. Podał mi ręcznik, a ja bez słowa wzięłam go od niego.
Przyjrzałam się swojemu odbiciu. Muszę zapalić. Skierowałam się w stronę sypialni. Chłopak szedł za mną krok w krok. Dotarłam do szafy.
- Musisz za mną łazić? - spytałam, szukając papierosów.
- Musisz być taka wredna?
Westchnęłam.
- Sorry - mocno zaznaczyłam podwójne r.
- Nie wiem jaki masz do mnie problem, ale odpowiadając, czego ty nie robisz, wiem o sytuacji i wolę mieć Cię na oku.
- Oh, dzięki wielkie - jęknęłam, znajdując upragnione pudełko. Było mi obojętne co chłopacy robią na dole. Chciałam jedynie zapalić.
Ashton uważnie śledził moje poczynania i złość, kiedy zauważyłam, że nie mam ognia. Wyciągnął fajkę z mojej ręki i włożył do ust. Z kieszeni wyciągnął zapalniczkę i odpalił. Oddał mi z tajemniczym uśmiechem.
- Nie ma za co - rzucił się na łóżko, a ja wywróciłam oczami.
- Dzięki - mocno się zaciągnęłam.
Do mieszkania wrócili chłopcy. Weszli do pomieszczenia i zrobili to samo co Ashton. Michael przyglądał się jak palę, pochłaniając mnie wzrokiem.
- Co? - mruknęłam.
- Kusisz - odparł.
Zamurowało mnie. Co, co, co? Ale, że co? Moja mina musiała wskazywać sama za siebie, bo chłopak zaczął się śmiać.
- Paląc - wyjaśnił, a ja powoli skinęłam głową.
- Rzucił - dodał Luke i wszystko zrobiło się jasne.
Mocno zaciągnęłam się trzy razy, żeby nie irytować kolorowowłosego i skończyłam papierosa.
- Jak sytuacja na dole? - przełknęłam ślinę.
Nie myśl o tym. Nie chodziło o to, że jakoś strasznie mną to wstrząsnęło. Wstrząsnęło, ale nie w ten sposób. Chciało mi się po prostu wymiotować, przypominając sobie stan ciała kobiety. Sam fakt, że ktoś w jakiś sposób, w cholerę nie wiadomo jaki, dostał się tu i dał te kartkę i zapewne zaplanował tamto morderstwo był najgorszy. K t o ś t o w s z y s t k o z a p l a n o w a ł. Żeby co, dobić mnie? Pokazać, że ma siłę? Że ma przewagę? Że chłopacy nie kłamią?
- Przyjechała policja, pytali się kto co widział. Sprawca uciekł - wzrok blondyna był zimny.
- Kto by się spodziewał - mruknął Ashton, jeżdżąc palcem po tatuażu.
- Co teraz? - wyszeptałam - Nie okłamujmy się, to mógł być ktoś z was. Lucy, Theo, ja...
Nikt mi nie odpowiedział, jednak ja dalej czekałam. Patrzyłam się na nich, błagając wzrokiem aby mi odpowiedzieli. Jedno z najgorszych uczuć to zdecydowanie bezsilność.
- Zabijasz wzrokiem - mruknął Ashton.
- Chcę odpowiedzi. Chociaż jednej.
Znowu cisza. Naprawdę?
- Luke! - wrzasnęłam imię chłopaka, robiąc gwałtowny krok w przód.
Jak się można spodziewać, po mojej klatce rozniosła się fala bólu. Nie zwróciłam na nią uwagi, chciałam odpowiedzi. Za bardzo targały mną emocje, aby czuć ból.
- Nie wiem - chłopak wzruszył ramionami - Podwoimy ochronę. Jak widać, ,,oni" gustują w poważnych zagadkach. Ciężko nam pilnować Cię, kiedy kombinują coś takiego, jak kapowanie na Ciebie. Mimo wszystko, chcę żebyś o wszystkim mnie informowała - skinęłam głową, pochłaniając jego słowa. Mówi mi coś o tym wszystkim, rozmawia ze mną, to postęp - i przede wszystkim, nie mów nic Lu ani Theo. Będą w jeszcze większym niebezpieczeństwie, jeśli się dowiedzą. Łatwiej nam ich pilnować, kiedy są w niewiedzy.
- A Ciebie najtrudniej - Ashton znowu mruknął.
- Bo o tym wiem?
- Dokładnie.
Ashton Irwin zaczyna mi przypominać Luke'a. Chłopak też przecież mnie wkurzał po wyścigu, a teraz, mimo że znam się z nim parę dni, jest okej. Jestem mu wdzięczna, że mnie zabrał, kiedy byłam pijana. Za to dalej jestem zła, że łaził sobie tak o po domu. Ale po tym dniu w pizzeri polubiłam go nawet, a jeśli ma mi ,,pomagać", wolę nie mieć z nim napiętych stosunków. Będzie łatwiej, ale też chłopak nie jest zły. Za to w porównaniu do Luke'a i Ashton'a, Michael'a polubiłam od razu.
- Naprawdę nie możecie mi powiedzieć nic więcej w tej sprawie? - westchnęłam.
Mike wstał i podszedł do mnie.
- Arienne - zaczął.
- Ari.
- Ari - poprawił się z uśmieszkiem. Mimo wszystko od razu zmienił wyraz twarzy na poważny - Wiesz teraz ile powinnaś. Szczerze, my też wszystkiego nie wiemy. Powiedzmy, że ,,oni" bądź ,,ktoś" jest też naszym wrogiem, dlatego nas poznałaś. Lukey zcyknął się z Lucy, to Twoja przyjaciółka, nie chce, żeby coś Ci się stało.
Zerknęłam na zawstydzonego blondyna.
- Zależy Ci na niej? - spytałam otwarcie.
Dziewczynom zawsze było łatwiej rozmawiać na te tematy.
- Tak - powiedział cicho, dostając kuksańca od Ashton'a.
Mogę być chyba spokojna. Zobaczymy jak wszystko się potoczy.
Po domu rozniósł się dzwonek mojego telefonu. Wyskoczyłam z pokoju i pomknęłam do salonu, gdzie leżała komórka. Lu.
- Siemka - przywitałam się.
- Laska, znowu dostałam jedynkę - westchnęła.
Zaśmiałam się, gratulując jej intelektu.
- Ale serio, patrzyłam się na tablicę jak koleś tłumaczył i nie miałam zapisanego przykładu, który ledwo co napisał i tłumaczył, a on zobaczył, że się patrzę, bo co miałam robić jak coś tłumaczy!, podszedł do mnie i powiedział, że pała. Wkurzył mnie, noo.
- Ale dziad - pokręciłam głową, widząc wzrok Luke'a na mnie.
Przekazałam mu bezgłośnie, że to Lucy, a on jedynie skinął głową i wrócił do pokoju. Drzwi oczywiście były otwarte, więc słyszeli wszystko, co mówię.
- A Ti dostał dwie - przyjaciółka zaczęła się głośno śmiać, na co jej zawtórowałam.
- Serio? - mocno przedłużyłam ostatnią literę - Jednego dnia mnie nie ma, a wy już zbliżacie się do niezdania.
- Cicho. Wyszłam ze szkoły, już mam dość. Przyjadę do Ciebie zaraz, okay? Theo zostaje do końca... Ma ten projekt na ostatniej i nie może zwiać.
- Jasne - skinęłam sama do siebie głową.
- O chuj... - wyszeptała dziewczyna.
- Co jest?
- Em... samochód któregoś z nauczycieli jest cały porysowany i wymazany spray'ami, a tylna szyba wybita. Poważnie - udawała sztuczne oburzenie, a ja wiedziałam, że ma to gdzieś.
Mnie też to tak naprawdę nie obeszło, jedynie będzie afera. Pewnie jakiś uczeń, którego wywalili czy coś zemścił się na nauczycielu. Norma w naszym życiu.
- Na boku maski jest napisane ,,a" równa się i czaszka.
- Haha, ciekawe o co chodzi - zachichotałam.
- Nie wiem. Dobra, kończę, będę za czterdzieści minut. Pa, skarbie.
- Cześć, misia.
Rozłączyłam się i nagle do mnie dotarło. A = czaszka. Gdyby nie było tej całej sytuacji z jakimiś wrogami, nic by to nie znaczyło. A jak Arienne. Czaszka, śmierć.
- Boże święty - wyszeptałam.
Usiadłam na kanapie i przyłożyłam złączone jak pistolet dłonie do ust.
- A równa się czaszka - wyszeptałam, wyobrażając sobie jak to wygląda.
- I co tam? - spytał Luke, wchodząc do salonu. Zatrzymał się za progiem pokoju i zaczął mi się przyglądać. Ujrzał moją przestraszoną minę i natychmiast się spiął.
- Coś się stało Lucy?
Pokręciłam tylko głową i szybko złapałam za telefon.
- No? - przyjaciółka szybko odebrała.
- Jesteś tam jeszcze przy szkole? Zrobisz zdjęcie tego samochodu?
- O jezu, Ar. Dobra, zrobię.
- Dzięki, papa.
Zanim dziewczyna odpowiedziała, rozłączyłam się.
- Ari? - Luke podszedł do mnie i złapał mnie za rękę, zwracając tym samym na siebie moją uwagę.
- Z Lucy wszystko dobrze - zapewniłam go od razu, a on, uspokojony, puścił mnie.
- Więc co się stało?
- Przyjedzie tu za jakieś czterdzieści minut. Widziała pod szkołą zniszczony samochód jakiegoś nauczyciela. Na boku... - westchnęłam. Może przesadzam?
- No? - ponaglił mnie chłopak.
- Jest dziwny napis. A równa się i czaszka.
Cisza. Chłopak patrzył się na mnie dziwnie, a ja bałam się, że uzna mnie za idiotkę. Może naprawdę zaczynam wariować?
- Jestem nienormalna, co?
- Nie jesteś - z pokoju wyszedł Michael, a za nim Ashton. Żaden z chłopaków nie spuszczał ze mnie wzroku - Dobrze pomyślałaś, bo może być to groźba skierowana w Twoją osobę, niekoniecznie wiadomo dlaczego przez samochod jakiegoś belfera - Mike usiadł obok mnie, obejmując ramieniem. Irwin oparł się o framugę drzwi.
- Lu zrobi zdjęcie i tu przyjedzie. Będziecie się wtedy zbierać czy zostaniecie?
- Raczej zostaniemy - Luke wzruszył ramionami - Zwyczajnie przyjechałem Cię odwiedzić z Mike'iem, a Ash zabrał się z nami.
- Okay - jedyne co wymyśliłam.
Wstałam i poszłam w stronę kuchni.
- Ari - Luke prawdopodobnie chciał mnie zatrzymać, ale nie zwracałam na niego uwagi.
Dotarłam do pomieszczenia i podeszłam w stronę okna. Na ziemi wciąż leżał list z groźbą. Podniosłam go i ścisnęłam w kulkę. Niepewnie wyjrzałam przez okno. Ciała już nie było, ale ślady krwi owszem. Skurwiel. Zabił kogoś, żeby pokazać mi władzę. Jego władzę. Teraz nie poddam się tak łatwo.
Tłum gapiów nie był wielki, zapewne wszyscy już się rozeszli. Wokół stała policja. Najpierw poczułam smutek, zaraz wstręt, który przeistoczył się w złość.
Wróciłam do salonu i podałam list Ashton'owi.
- Spal.
Chłopak posłusznie wziął ode mnie kartkę i podpalił. Patrzyłam się jak ogień zajmuje papier, aż pozostał jedynie popiół na ziemi.
- Dużo nie wiem, ale teraz wierzę wam i pomogę jak tylko będę w stanie - zacisnęłam dłonie w pięści - więc chociaż nie kryjcie tego co się będzie działo teraz. Zabiję tego, kto to zaczął - warknęłam.
Nie wiem kto to jest, ale nienawidzę go jak nikogo innego. Nie wiem czy to jedna osoba czy parę. Ale chcę ich teraz zabić. Boję się cholernie. Ale też jestem wściekła.
- Zajebię - wyszeptałam cicho, jednak chłopacy i tak mnie usłyszeli.
Pierwsza reakcja, kiedy Lu zobaczyła Luke'a to zdziwienie, ale zaraz rzuciła mu się na szyję i rozpoczęli namiętny pocałunek. Westchnęłam i dla żartów cmoknęłam siedzącego obok mnie Mike'a.
- Za co to? - zdziwił się chłopak.
- Żeby tamta dwójka nie czuła się samotna - zachichotałam.
Chłopak westchnął i zaczął bawić się telefonem. Po chwili wyciągnął rękę w górę. Widząc włączony aparat, wystawiłam język. Przy kolejnym wyszczerzyłam się.
Skończyliśmy zdjęcia w tym samym momencie, w którym przyjaciółka oderwała się od chłopaka i pomknęła do mnie. Z tego co słyszałam, Luke powiedział jej, kto jest kto.
- I jak się czujesz? - objęła mnie matczynie.
- Już jest nawet spoko - wzruszyłam ramionami.
Na szczęście nikt z nas nie musiał tłumaczyć dziewczynie skąd policja wzięła się pod blokiem, dlatego, że jej czterdzieści minut przedłużyło się do prawie dwóch godzin. Wszyscy zdążyli się zebrać stamtąd.
- Daj telefon.
Podała mi urządzenie i poszła do kuchni. Ja włączyłam szybko galerię i zaczęłam się przyglądać zdjęciom. Samochód wyglądał paskudnie. Nadaje się już tylko na złom. Przesuwałam zdjęcia dalej, aż natrafiłam na to, które najbardziej mnie interesowało. Rzeczywiście tak jak powiedziała Lu, tak to wyglądało. Tylko nie powiedziała, że pod tym wszystkim namalowana została jeszcze lampa. Uliczna.
Luke zerknął na zdjęcie. Zmarszczył brwi. Wolałam nie wiedzieć, co myśli. Szybko przesłałam sobie zdjęcia i odłożyłam telefon obok. Po chwili do pokoju wróciła Lu z wielką pączka chrupek.
- Grubas - skomentowałam.
- Cicho - wystawiła mi język.
- Co do zdjęć to powaga, ktoś się nieźle wściekł za coś, ładnie maszyna rozwalona.
- No - dziewczyna nabrała masę chrupek do ust.
Po chwili trójka chłopaków rzuciła się na miskę. Włączyłam telewizor. Chłopcy zaczęli jakąś głupią konwersację o butach, do czego dołączyła się Lu. Ja siedziałam w ciszy, jednym uchem wpuszczając ich słowa, a drugim wypuszczając. Moje myśli krążyły wokół dzisiejszego wypadku i napisu na samochodzie. Lampa. Jedno wiem. Ta cała sprawa ma coś wspólnego z śmiercią mojej mamy. Nieważne jak bardzo to wszystko będzie niebezpieczne. Zaangażuję się w to cała. Może w końcu poznam prawdę. Co naprawdę zdarzyło się ponad pięć lat temu. Dlaczego straciłam matkę.
Dlaczego wszystko było i jest spowite w mroku.
***
Okay, przenoszę się jednak na wattpada. Jak komuś nie działa link, to jest też w menu :))
***
Okay, przenoszę się jednak na wattpada. Jak komuś nie działa link, to jest też w menu :))
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz