Wiedziałam, co Chris myśli o pomyśle, aby wyprowadził się z domu, jednak nie chciałam go ograniczać. Tylko ja go trzymałam. Miał pracę, dobrze płatną, stać go było na własne mieszkanie i utrzymanie siebie. Zastanawiałam się nieraz czy może nie wyprowadzić się razem z nim do czasu aż nie skończę osiemnastki. Chris nie zgadzał się na to. Na pewno pasował mu ten pomysł, ale odpowiedzialność siedziała w jego głowie. Byłoby to uznane jako ucieczka z domu, a tego dla mnie nie chciał, nie w tak młodym wieku, nie po tym, co robiłam przez cztery lata.
Siedziałam z głową utkwioną w chemii. Nie mogłam opuszczać więcej dni w szkole. Jeszcze parę i skończy się telefonem do opiekuna. Tego nie chciałam najbardziej na świecie. Marzyłam w tym momencie, aby wyrwać się gdzieś z Theo i Lu, jednak chłopak zajęty był ogarnianiem własnego mieszkania, które ledwo co kupił, a Lu każdą wolną chwilę spędzała z Luke'iem. Nie interesowałam się chłopakiem, czego nie mogłam powiedzieć o nim. Nieraz łapałam go na tym, że kiedy przez przypadek wpadałam na nich w mieście, on jeszcze długo za mną patrzył. Widziałam, że zależy mu na Lucy, byłam nawet lekko zaskoczona, ponieważ ten związek trwał już prawie miesiąc, co jak na moją przyjaciółkę to cud. Nie widziałam innego pomysłu na dziwne zachowanie Luke'a jak to, że mówił prawdę. Kurczę, dlaczego ktoś chciałby mnie na kartę przetargową? Chodzi o pieniądze? Chris znalazł sobie naprawdę jakiś wrogów? Nie wiedzieć dlaczego, było to zbyt oczywiste i wiedziałam, że chodzi o coś jeszcze. Ale o co? Miałam podejrzenia, że wszystko może mieć głębsze dno. Wciąż plątałam się między: co jest prawdą, a co kłamstwem. Mogłam wierzyć Luke'owi, a mogłam mu nie wierzyć. Jeśli nie chciałam mu wierzyć, ale coś w głowie sądziło, że jednak grozi mi niebezpieczeństwo, mogłam zostawić wszystko chłopakowi. W końcu sam ostatnio powiedział, że ,,resztę mam zostawić jemu". I znowu pojawia się to samo pytanie, czy mogę zaufać Luke'owi Hemmings'owi?
Walnęłam ręką w książkę od chemii. Wstałam i poszłam do pokoju brata. Nie było go w domu od rana, tak jak zresztą ojca, więc miałam dom dla siebie. Wyciągnęłam z szafy paczkę fajek i wyszłam na balkon. Nawet nie fatygowałam się wracaniem do pokoju. Odpaliłam papierosa i usiadłam na chłodnej posadzce. Nudziło mi się, nic mi się nie chciało i byłam w całkowitej niewiedzy.
Postanowiłam się przejść. Wpakowałam do kieszeni jakieś drobniaki, włożyłam w uszy słuchawki i przejrzałam się w lustrze. Czarne rurki, kremowa koszulka na ramiączkach włożona w spodnie i limonkowe conversy. Włosy spięłam w luźny kok i ruszyłam.
Szłam spokojnie, jakby znudzona całym światem. Tu przebiegło jakieś dziecko, tu przejechał samochód, tu jakaś para wyszła z psem na spacer. Nic konkretnego. W tym momencie cały świat mnie nudził. Ciekawe czy Chris dalej zadaje się z tamtym kolesiem. Sama rozpoczęłam tę sytuację, ale chłopak nie musiał mnie łapać za szyję. Zachował się jak dupek i miałam wielką nadzieję, że mój brat go olał.
Uważnie obejrzałam się na prawo i lewo, po czym przemknęłam przez ulicę. Weszłam do parku. Czy muszę mieć tak cholerne szczęście? Z naprzeciwka szedł Luke razem z jakimś chłopakiem. Luke jak Luke, cały na czarno. Tym razem miał na sobie koszulkę Iron Maiden ze ściętymi rękawami. Jego kolega wyglądał... śmiesznie. Czarne rurki, szary t-shirt i włosy... czarno - białe, ułożone na lewo. Wywróciłam oczami, ściągając słuchawki. Bez rozmowy się nie obejdzie. Chłopacy po chwili również mnie ujrzeli. Mina Luke'a od razu stała się rozbawiona, a chłopak obok zwyczajnie patrzył.
- Cześć, skoczku - powiedział blondyn, stając przede mną.
Machnęłam mu ręką.
- Michael - przedstawił się kolorowowłosy.
- Ari - odparłam, z lekkim uśmiechem. Przypomniałam sobie sytuację, która miała miejsce po wyścigach. ,,Mike mnie zabije". O tego chłopaka mu chodziło? I znowu myśląc jak chłopak mi wtedy pomógł, moje serce zmiękło. Mimo wszystko wkurzył mnie tym, że chodził sobie tak o po moim domu, jednak sam w sobie nie był jakiś złośliwy.
- Wiem - mrugnął mi chłopak, a ja podniosłam brwi. Zanim jednak zdążyłam coś powiedzieć, on odezwał się ponownie - Idziesz z nami coś zjeść?
- A Lucy? - zwróciłam się do Luke'a.
- Matka zabrała ją na jakieś zakupy czy coś - wzruszył ramionami - Idziesz?
Nie miałam nic lepszego do roboty, a ich towarzystwo całkiem mi pasowało. Byleby Luke ponownie nie zwiedzał mi domu.
- Spoko.
Na początku kompletnie nie wiedziałam co mówić, jednak po chwili rozmowa zaczęła się kleić i kiedy zamówiliśmy pizzę, gadaliśmy jak starzy, dobrzy znajomi. Co jakiś czas Luke walnął jakiś żartobliwy komentarz, co niezbyt mnie śmieszyło, no ale... Na początku jego głos jeszcze nieco działał mi na nerwy, ale potem wszystko samo się zgrało i świetnie się bawiłam.
- Widzisz, jednak jesteś w stanie ze mną pogadać - mruknął blondyn, biorąc kolejny kawałek pizzy.
- Jestem, jak nie szperasz mi w domu.
- Co? - Michael zakrztusił się colą i zaczął się śmiać - Miałeś ich tylko odwieźć do domu, a nie udawać zwiedzacza.
- Tylko odwieźć? - jego słowa zwróciły moją uwagę - Też o tym wiedziałeś...
- Oczywiście. Sam was znalazłem - przez chwilę wydawało mi się, że chłopak mówi impulsem i łatwo będzie wydobyć z niego prawdę, jednak cholernie się pomyliłam. Był niesamowicie inteligentny i z największą precyzją wypowiadał każde słowo.
- Jak? - podparłam się rękami.
On zrobił to samo.
- Chciałabyś wiedzieć, co? - uśmiechnął się.
- Co wy przede mną ukrywacie - wywróciłam oczami.
- Nic, skoczku - zaśmiał się Luke.
- Przestań, co ty masz z tym skoczkiem - pokręciłam głową. Widać było gołym okiem, że coś wiedzą.
- Tak już zostanie - o nie, serio?
- Dlaczego nie chcecie mi powiedzieć tego, co wy wiecie?
- A co wiemy? - uśmiech wciąż nie schodził Michael'owi z ust.
Wypuściłam spokojnie powietrze. Nie chciałam im pokazać jak bardzo mnie wkurzali w tym momencie. Może nawet o to im chodziło. Zdawkowe odpowiedzi, głupkowate uśmiechy.
- To co wiecie - odpowiedziałam, szeroko się uśmiechając - Zacznijmy od Ciebie - wskazałam na Luke'a - skąd miałbyś wiedzieć o jakiś wrogach mojego brata, tym bardziej o tym, co chcieliby mi zrobić. I dlaczego mieliby mnie brać na kartę przetargową.
Chłopak patrzył się przez chwilę na mnie, jakby zastanawiając się ile może mi powiedzieć, aż w końcu się odezwał.
- Jak mówiłem, znam tu dużo osób, mam swoje kontakty, wiem co nieco. Twój brat mógł narobić sobie sporych problemów, a najłatwiej kogoś zranić i zmusić do czegoś poprzez najbliższych.
- Dlaczego mój brat mi tego nie powiedział?
- Może chciał Cię chronić? Nie mieszać w to? - Luke podniósł dłonie - Nie wiem.
- Dlaczego ty chcesz mnie chronić? - jeśli chłopak żartował sobie ze mnie, to pytanie było kompletnie śmieszne, jednak musiałam je zadać, jeśli mówił prawdę.
- My - wtrącił Michael, poprawiając włosy. Kolejny z takim nawykiem?
- Dlaczego? - ponagliłam pytanie.
- Tego już dowiesz się kiedy indziej - mruknął Luke, wyciągając telefon.
- Dlaczego? - jęknęłam, zirytowana. Niewiedza i ciekawość były nie do zniesienia.
- Bo tak - Luke nawet nie podniósł wzroku znad komórki, a Michael całkowicie skupił się na pochłanianiu ostatniego kawałka pizzy. Zwinnie mu go zabrałam i sama dokończyłam, na co chłopak zareagował obudzeniem. Wziął łyka coli przez słomkę, wycelował ją we mnie i cała cola, którą nabrał w usta poleciała na mnie. Pisnęłam cicho. Otarłam oczy, łapiąc szklankę i chlustając zawartością w twarz chłopaka. Połowa poleciała na Luke'a. Zaczęłam się głośno śmiać, za to Luke był wściekły. Mroził mnie wzrokiem, aż jego wzrok natrafił na sos sojowy.
- Nie - pokręciłam głową - o nie, nie zrobisz tego. Nie...
Zrobił. Polał całe moje włosy sosem. Znowu pisnęłam, tym razem wracając na nas uwagę personelu. Zanim ktokolwiek zdążył do nas podejść, Luke wyłożył na stół pieniądze i wybiegliśmy z knajpy. Po chwili staliśmy, śmiejąc się z nas samych.
- Nienawidzę was - stwierdziłam, próbując ściągnąć sos z włosów.
- Ty zaczęłaś - zachichotał Mike. Sama nie mogłam powstrzymać chichotu, jego humor umiał wejść w kości - Co teraz?
- Ja osobiście poszłabym do parku - pokiwałam głową. Bawił mnie mój własny pomysł - Jest tam fontanna.
Chłopcy wymienili rozbawione spojrzenia i ruszyliśmy w stronę parku.
Uśmiechnęłam się, kiedy wokół fontanny nie dostrzegłam ludzi, więc weszłam do niej, brodząc w wodzie po kolana. Luke śmiał się głośno, nagrywając mnie, Mike za to nie mógł się powstrzymać i wrzucił Luke'a do fontanny, chwilę wcześniej przejmując jego telefon. Teraz ja z Luke'iem staliśmy się aktorami. Usiadłam w wodzie i zanurzyłam całą głowę, nie do końca wierząc, że naprawdę to robię. Byłam w środku Sydney! W dzień! Wynurzyłam się z wody, szczerząc się do kamery. Wyszłam powoli i w głowie zrodził mi się pomysł. Podeszłam do kolorowowłosego, zanim zdążył zareagować i przytuliłam go, tak, że i on był cały mokry. Ten odepchnął mnie, uciekając jak najdalej. W końcu wyłączył telefon, a Luke wyszedł z fontanny.
- Czy my właśnie siedzieliśmy w fontannie? - spytałam się ich, wyciskając włosy. Tak, świetnie wyglądam.
- Zdecydowanie Ci odwaliło, skoczku - blondyn pokręcił głową, stojąc bezradnie. Wyglądał jak mokra kura, z włosów skapywały kropelki wody, ubrania przyległy do niego, tak jak i do mnie, ale chociaż jego kolczyk pozostał nienaruszony. Musiałam przyznać, że niesamowicie zmienił się przez te pół roku.
- Zamknij się - uderzyłam go żartobliwie pięścią w ramię.
Wyciągnął rękę w stronę Michael'a, a ten oddał mu telefon. Luke odszedł od nas i wykonał połączenie.
Ponownie uśmiechnęłam się głupkowato w stronę chłopaka i zaczęłam do niego iść, aby go przytulić, jednak on odczytał moje zamiary i zaczął uciekać. Nie miałam z nim szans, więc po chwili poddałam się i czekałam, aż sam do mnie podejdzie. W końcu odpuściłam sobie tę zabawę i zaczęliśmy rozmawiać. Usiedliśmy na ławce. Wyciągnął w moją stronę paczkę fajek, a ja, jak to miałam w zwyczaju wyciągnęłam. Kiedy Ci dają, bierz.
- Kiedy kończysz osiemnaście? - spytał Mike.
- Za cztery miesiące - odparłam, z miną męczennika - A ty ile masz?
- Dziewiętnaście - czyli wiek Chris'a.
- A Hemmings?
- Osiemnaście niedawno, więc musi się czasami popisać - mrugnął mi porozumiewawczo.
- Jasne - przypomniało mi się jak jechał ze mną dwieście na godzinę po obwodówce, gdzie o mało nie dostałam zawału.
- Wiem, że chcesz wiedzieć wszystko - jego ton diametralnie się zmienił. To nie był ten żartobliwie inteligenty Michael - ale nie teraz. To wszystko jest bardziej zagmatwane. Nasze sprawy plączą się z Twoim bratem. Wytłumaczymy Ci wszystko, ale nie teraz. Proszę, uzbrój się w cierpliwość. I uważaj na siebie - mocno zaciągnął się papierosem.
- Nie jest tak łatwo - westchnęłam - Odpowiadacie mi zdawkowo, nawet nie wiem czy wam wierzyć, nic się nigdy nie stało, a Luke wyskoczył nagle z czymś takim... to jest po prostu prawie niemożliwe. Jakbyście robili sobie ze mnie zwykłe żarty. Na dodatek poznałam Cię trzy godziny temu, a ty mówisz mi takie rzeczy. Co mam na coś takiego powiedzieć?
- Nie musisz nic - chłopak pokręcił głową- bylebyś na siebie uważała, a resztę zostaw nam.
No tak, Luke powiedział to samo.
- Już to słyszałam - skrzyżowałam ręce, jednak wiedziałam, że nie uzyskam nic więcej.
Mike podniósł bezradnie ręce w górę. W końcu Luke skończył rozmawiać i podszedł do nas.
- Musimy iść - nawet na mnie nie spojrzał. Jego ton był zbyt poważny i ponury jak na Luke'a Hemmings'a.
- Wszytko okej? - spytałam.
- Tak, tylko trochę nam się śpieszy - czyli nic nie jest okej. Nie pytałam się o nic więcej, skoro mnie zbył, nie chciał mi powiedzieć, co się stało. Równie dobrze sprawa mogła mnie nie dotyczyć, więc nie miałabym pojęcia co do mnie mówią - Odprowadzić Cię?
- Nie, poradzę sobie - pokręciłam głową, wstając.
Luke chwilę patrzył na mnie, jakby niezdecydowany. Sam pokręcił głową.
- Odprowadzimy - stwierdził, a ja zachichotałam.
To po co się pytał? Szliśmy szybkim krokiem, niby rozmawiając, jednak czułam w ich głosach napięcie.
Stanęliśmy pod moim domem.
- Dzięki - uśmiechnęłam się, a Mike objął mnie na pożegnanie. Nieco się zdziwiłam ale odwzajemniłam uścisk.
- Uważaj na siebie - Luke skinął mi głową.
Pomachałam im jeszcze i weszłam do domu. Nic z tego wszystkiego nie rozumiem...
Zanim uświadomiłam sobie, że Chris prosił mnie, abym nie siedziała w domu po południu, bo tata na pewno będzie i będzie pił, było już za późno. Weszłam do salonu, przez chwilę patrząc, jak odkłada piątą, pustą butelkę piwa. Chciałam wyjść niezauważona, jednak jego wzrok osiadł na mnie.
- Część - powiedziałam cicho.
- Ari, kochanie - uśmiechnął się.
Cholera, ile on tego wypił? Powoli podeszłam, lustrując wzrokiem puste butelki po piwie i jedną po wódce. Zaczynałam czuć się bardzo nieswojo.
- Posiedź ze staruszkiem - mruknął do mnie.
Przez chwilę myślałam, czy nie wymyślić czegoś na poczekaniu, lecz ostatecznie usiadłam na kanapie.
- Dużo wypiłeś - mruknęłam.
- Trochę... Jesteś taka podobna do niej - zesztywniałam.
- Do mamy? - wyszeptałam.
- Tak. Tak bardzo podobna... Tęsknię za nią, zostawiła mnie sama z wami, jestem beznadziejnym ojcem, nic nie wiem, nic nie umiem... - jego głos się załamał, a w oczach pojawiły się łzy.
Mogłam go nienawidzić za to, jak się zachowywał, ale to wciąż był mój ojciec. Zawsze cierpię kiedy krzyczy na nas, kiedy podnosi na nas rękę. Dlatego teraz sama nie mogłam powstrzymać łez. Dlaczego nic nie pamiętam? Co się wydarzyło w dniu jej śmierci?
- Przepraszam, tato - załkałam - to moja wina, ja... przepraszam.
- Twoja, moja, kto wie - zakrył dłońmi twarz, kręcąc głową - Idź się uczyć...
Wstałam i pobiegłam do pokoju. Padłam na łóżko, chowając twarz w poduszkę. Zaczęłam głośno płakać, olewając jak bardzo jestem przemoczona. Wspaniałe wspomnienia i dobry humor zniknęły natychmiast. Płakałam długo, aż w końcu przyszedł sen. Jednak nawet on nie mógł ukoić mojego złamanego serca.
Woow, to ff jest naprawdę dobre. Serio, mimo nielicznych (bardzo) błędów piszesz naprawdę nieźle. Bardzo polubiłem postać Ari, a Luke tutaj jest meeeega. Oczywiście Luke zawsze jest megaaaa. W każdym razie fabuła jest ciekawa, więc nie przestawaj pisać, proszę <3 To tyle, weny życzę:
OdpowiedzUsuń~Alice in Wonderland
woah nie wchodziłam tutaj dwa lata i nagle dostałam maila więc weszłam. Dziękuję (po dwóch latach!!) za komentarz :D pewnie widziałaś, ale przeniosłam to na wattpada, aczkolwiek nie zamieszczam już resztek tych wypocin, ale jak chciałabyś poznać ciąg dalszy, czego nie ma tutaaj to wbijaj tam :D
Usuń