czwartek, 22 września 2016

Rozdział 5

Czułam jak przyjaciel cały się trzęsie. Kątem oka spojrzałam na jego twarz. Był wściekły. Zacisnęłam zęby. Kroki były lżejsze. Gdzieś w środku wiedziałam, że to nie ojciec, jednak wciąż stałam bez ruchu, nie oddychając.
Niebieskie oczy spojrzały na nas, a z mojego serca spadł wielki kamień.
- Lucy - przyjaciel cały się rozluźnił.
- Boże święty - wyszeptała dziewczyna, widząc w jakim jestem stanie - Co się stało?
Chłopak pomógł mi samodzielnie stanąć, ponownie opierając się o umywalkę, a ja tylko pokręciłam głową.
- Ojciec - wyszeptałam. Dziewczyna otworzyła szeroko oczy, znajdując się po chwili obok mnie. Delikatnie dotknęła mojego policzka. Cicho syknęłam. Jej oczy były przerażone.
- Czemu? - spytała, patrząc co chwila to na mnie, to na Theo.
- Ktoś na mnie nakapował - mruknęłam, poprawiając się - odnośnie wyścigów. I że niby ojciec mnie leje... teraz to prawda - Lu chwyciła mnie współczująco za rękę. Znowu zachciało mi się płakać. Podciągnęłam nosem.
- Trzymaj to - chłopak podniósł z ziemi ręcznik i zmoczył go. Przyłożył mi do brzucha, a ja przejęłam.
- Co się dokładnie stało? - przyjaciółka nie wiedziała, jak się zachować. Na jej twarzy mieszał się strach i złość.
- Chodź - chłopak złapał ją za łokieć i skinął w stronę drzwi. Wyszli na korytarz i zaczęli cicho rozmawiać. Nie słyszałam żadnych konkretnych słów i byłam wdzięczna przyjacielowi; nie chciałam tego słuchać. Załkałam cichutko. Co się dokładnie stało? Ojciec się na mnie wyżył. Dlatego, że ktoś powiedział o mnie dyrektorowi. I teraz pytanie. Kto? Kto mógłby? I po co? Jaki miałby w tym powód? Żadna osoba nie przychodziła mi na myśl. Ale wiem, że jeśli poznam tożsamość tej osoby, to będzie martwa. Z oczu ponownie zaczęły mi lecieć łzy. Jednak to były łzy wściekłości. Zacisnęłam palce na umywalce. Byłam wściekła. O to temu komuś chodziło? Może wiedział, że mój ojciec tak zareaguje, więc specjalnie to zrobił. Wtedy po co mówiłby, że ojciec się nade mną znęca? Nie miałam wrogów. Nikt nie chciałby czegoś takiego dla mnie. Prawda? Wrogowie mojego brata... Nie no, serio? W ten sposób by raczej nie chcieli mnie udupić. Czy wogóle są jacyś wrogowie? Muszę przyznać, że uwierzyłam chłopakom. Michael'a ledwo poznałam, a to co do mnie powiedział weszło mi w głowę i naprawdę mu wierzę. Tylko dlaczego skończyłam w takim stanie? Cholera. Chris się wścieknie. Bardzo chcę, żeby się wściekił. Jasne, że będę się martwić. Jeśli ojciec mu coś zrobi? Teraz jednak nie czuję nic prócz nienawiści.
Przyjaciele wrócili do mnie. Obdarzyłam ich bladym uśmiechem.
- Lepiej? - mruknął Theo.
Skinęłam głową, zerkając na Lucy. Była zszokowana. Sama posłała mi lekki uśmiech, jednak widać było, jak bardzo jest wymuszony.
- Lu - westchnęłam - nie martw się tak.
- Jak mam się nie martwić? - oczy dziewczyny stały się szkliste.
Wystawiłam rękę w jej stronę, a ona wtuliła się we mnie.
- Tak bardzo mi przykro - jęknęła - nie wiem, kto okazał się takim dupkiem, ale przysięgam, że to nie ja.
- Wiem - krzyknęłam od razu - oh, wiem, nigdy bym Cię nie podejrzewała, nawet tak nie myśl.
Spojrzałam na Theo. Wygiął tylko usta w grymasie, podając mi koszulkę. Lu odsunęła się ode mnie i pomogła mi się ubrać. Przyjaciel wziął mnie w ramiona, a ja nawet nie protestowałam. Zaniósł mnie do pokoju i położył na łóżku.
- Fajnie, jakbyś się przespała.
- Żartujesz? - podniosłam brwi - Nie zasnę teraz...
- Chociaż spróbuj.
Lu weszła za nami.
- Zrobię herbaty - uśmiechnęła się lekko.
Skinęłam tylko głową.
- Mogę Cię na chwilę zostawić? - Theo dotknął mojej ręki.
- Jasne.
Poszedł za brunetką. Poprawiłam się na materacu, krzywiąc się. Boli. Nie zostanę tu. Nie zostanę tu na noc. Chris będzie musiał chodzić do pracy, a ja zapewne przez tydzień nie ruszę się z łóżka. Theo. Na pewno będę mogła zamieszkać u niego na jakiś czas. On również na pewno mnie tutaj nie zostawi.
Leżałam tak bez ruchu chwilę, aż Lu przyszła z herbatą. Zrobiło mi się ciepło na sercu. Może nie dostałam wspaniałych rodziców, jednak przyjaciół mam najlepszych na świecie.
Theo wszedł z moim telefonem.
- Powinnaś zadzwonić do Chris'a - rzucił urządzenie obok mnie - zabieram Cię do siebie. Nie zostaniesz tu.
Spojrzałam na niego z wdzięcznością.
- Później. Jest teraz w pracy, nie chcę go martwić.
- Ari...
- Później.
Lu spojrzała na chłopaka niepewnym wzrokiem. Ten jednak nie dał za wygraną i sam wybrał numer Chris'a.
- Theo, proszę - minimalnie się podniosłam.
- Nie chcesz go martwić, jednak to Twój brat, musi wiedzieć - odparł, zbliżając komórkę do ucha - Chris? To ja, Theo. Nie, nie. Wiesz co, jest sprawa. Twój ojciec... skatował dosłownie Ari. Zabieram ją do siebie. Spokojnie, żyje. Obite żebra i twarz. Co? Nie, nie musisz przyjeżdżać. Chris, naprawdę. Zabieram ją teraz do siebie i tam się nią zajmę. Przyjedź po robocie. Naprawdę, zostań. Obiecuję, że nic więcej się jej nie stanie. Przyjedź po prostu po robocie, a teraz daj temu spokój. Wszystko Ci wyjaśnię. Tak. Jasne. Coś ty, przestań. Siema.
Patrzyłam na niego ze zrezygnowaniem. Dobra, dobra, zadzwonił, po sprawie.
- Eh.
- Nie ehaj, dobrze zrobił - Lu usiadła obok mnie. Pomogła mi wstać i podała herbatę - Pij i zabieramy Cię do Theo.
Niestety nie pozostawało mi nic innego, jak słuchanie dziewczyny i poddanie się ich zamiarom. Gdybym nie zadzwoniła do Theo, leżałabym teraz gdzieś na podłodze, płacząc i skręcając się z bólu. 
- Tak wogóle, czemu tu jesteś? - spytałam.
- Chciałam Cię odwiedzić, tak nagle zniknęliście po szkole - wzruszyła ramionami.
Pokiwałam tylko głową i wzięłam kolejny łyk. Skrzywiłam się, kiedy jedna kropelka skapnęła na moje poranione usta. Żałuję, że na pstryknięcie palcami nie można zasnąć. Teraz bardzo by mi się to przydało. Pstryk i nie myślisz o problemach. Sen byłby ukojeniem. Wciąż całkowicie do mnie nie dotarło, co się stało. Mimo wielkiego smutku, rozpierała mnie ogromna złość. Na tego skurwiela, który na mnie doniósł. I na ojca, że mimo że jestem jego córką, tak mnie potraktował. Poniżył w każdym tego słowa znaczeniu. Pokazał, że jestem nikim. Nie byłam w stanie się bronić. Nie tylko nie byłam w stanie; nie potrafiłam. Nie jestem jak mój brat, nie byłabym w stanie podnieść ręki na ojca. Kiedy bił Chris'a, nigdy go nie odciągnęłam, nigdy chociaż nie złapałam za rękę. Krzyczałam jedynie, by przestał. Dzisiaj było to samo. Błagałam go, leżąc skulona na ziemi, aby już skończył. Po każdym kolejnym kopniaku łkałam, prosząc o koniec. Zeszłam poniżej poziomu kundla. Niczym śmieć. W stu procentach pokazał mi, że jestem nic nie znaczącą dziewczyną, nie potrafiącą się nawet bronić. Po paru kolejnych uderzeniach już przestałam. Zamilkłam. O nic nie prosiłam, nie płakałam. Po prostu milczałam, czekając aż skończy. Bo wiedziałam, że w końcu będzie musiał. Dlaczego jestem tak słaba i nie byłam w stanie oddać temu gnojowi? Po pierwszym uderzeniu mogłam to zrobić. Ale nie, w mojej głowie siedział ,,odpowiedzialny" głos; nie bij ojca, nie podnoś na niego ręki. I do czego mnie to doprowadziło? Mimo wszystko, nie byłabym w stanie go tknąć. Po prostu nie mogłabym.


Chciałam wyjść z samochodu o własnych siłach, jednak Theo mi na to nie pozwolił. Czułam się dziwnie, kiedy niósł mnie od samochodu do drzwi; taką obitą, bezsilną. Ludzie się gapili. Czułam na sobie i wzrok i wkurzało mnie to.
- Theo - warknęłam - wszyscy się gapią.
Szybko otworzył drzwi, chowając nas za nimi.
- Już, już, nikt się nie gapi - przytrzymał jeszcze drzwi Lucy, a dziewczyna weszła, zabierając od niego klucze. Pomknęła szybko na piętro.. Otworzyła drzwi i od razu wpakowaliśmy się do mieszkania. Niczym wielka Ari ze swoją służbą... tu chłopak niesie mnie na rękach, tu dziewczyna otwiera przed nami drzwi. Całkiem zabawne, czyż nie?
Ułożył mnie na kanapie w salonie. Zachowywał się, jakbym była najdroższym diamentem. Nie wiedziałam czy śmiać się, czy płakać.
- Błagam - zachichotałam, kiedy chłopak otulił mnie kocem - Przecież nie umieram.
- Ta - odparł ponuro. Zepsułam mu resztki humoru.
- Hej - chwyciłam go za rękę. Spojrzał na mnie bez słowa. Nawet nie wiem kiedy Lu opuściła pokój. Musiała zauważyć, że chcę z chłopakiem poważnie porozmawiać - Proszę, przestań. Stało się. Nie cofniemy tego.
- Stało się... Gdybym Cię namówił, nie pozwolił tam pójść. A Twój ojciec? To Twój ojciec, jak mógł tak postąpić?
- Bo to mój ojciec - wyszeptałam. Znowu chciało mi się płakać - i znasz go. Więc wystarczy. Znasz też mojego brata i wiesz, że nie odpuści. Więc chociaż ty odpuść.
Nie powiedział nic, tylko mnie przytulił. Czułam się tu bezpieczna.
- Nie mam wspaniałego ojca, ale mam Ciebie - dałam mu kuksańca pod żebra - jesteś najlepszy.
Poszedł po moją torbę z rzeczami. W tym czasie zadzwonił mój telefon. Na szczęście miałam go w kieszeni. Spojrzałam na ekran. ,,Luke".
- Hej - powiedziałam do słuchawki.
- No cześć. Prosto z mostu ale pewnie jest tam z Tobą Lu. Mogę ją?
Westchnęłam.
- Lu! - krzyknęłam, odsuwając komórkę od ucha.
Po chwili dziewczyna weszła do salonu, a ja podałam jej telefon. 'Luke', powiedziałam bezgłośnie. Szybko przejęła urządzenie i wyszła z pokoju. Fajnie... Mój telefon, a wszystko odnośnie Lucy. Nie no, spoko.
Rozłożyłam się na kanapie, popadając w zadumę. Szkoła. Cholera! Nie mogę omijać lekcji. W tej sytuacji jestem zmuszona. Świetnie.
- Bum, bum - Theo położył torbę na ziemi i rozsiadł się obok - Co chcesz robić?
- Zdecydowanie film - pokręciłam głową.
- A więc film. Horror, fantasy, komedia, a może - zbliżył swoją twarz do mojej, a ja zaśmiałam się - romans?
- Horror - zdecydowałam.
- A więc horror - przyjaciel zatarł ręce. 
Poczekaliśmy na Lu. Dziewczyna tylko mruknęła z wielkim uśmiechem na twarzy, że później mi powie, o co chodziło. Theo zgarnął z szafki miskę i chipsy i pozasłaniał wszystkie okna. Co z tego, że w mieszkaniu nie było dużo rzeczy, chipsy być musiały. I telewizor oczywiście też. Zafundował sobie sprzęt, cholera wie, za jakie pieniądze. Podłączył laptopa do tv i wybrał jakiś film. Przyjaciółka pomogła mi jakoś się rozłożyć i zaczął się seans. Mimo wcześniejszej sytuacji, czułam się dobrze. Żebra oczywiście dalej bolały, jednak czułam się spokojna. Jedyne co mi pozostało to cieszyć się czasem z przyjaciółmi i czekać na brata. Ojciec nie zna tego miejsca. Na pewno się tu nie pojawi. Więc chociaż do wieczora mam pewność, że spędzę czas spokojnie.


***

Krótko, ale nie mam weny ;< nie umiem obrać mojego pomysłu w słowa, a nie chcę pisać na siłę. Wolę przejściowy, krótki rozdzialik, żeby kolejny mnie zadowolił. 
Aki musi myśleć, haha ;p
 I DO TATUSIA, TATO JA PO PROSTU MAM PEWIEN POMYSŁ, DO CIEBIE NIC NIE NAWIĄZUJE. I WOGÓLE TO NIE CZYTAJ XD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz